id: tshdhm

Mój syn stracił wszystko w ciągu jednej minuty w Wenezueli – HELP

Mój syn stracił wszystko w ciągu jednej minuty w Wenezueli – HELP

 
Molnár Martonné

HU

Oryginalny Węgierski tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny węgierski tekst

Oryginalny Węgierski tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny węgierski tekst

Aktualności2


  • 🔴 AKTUALIZACJA: Udało nam się dostać do strefy katastrofy 


    Drodzy Wspierający!


    Za nami przełomowe i wstrząsające godziny. Władze i wojsko całkowicie zamknęły obszar dotknięty katastrofą, więc jako osoby prywatne nie mielibyśmy żadnej szansy na dotarcie do naszego domu. Jednak dzięki szybkiej pomocy udało nam się, na podstawie specjalnego zezwolenia, dostać się do zamkniętej strefy, do naszego mieszkania i naszego budynku.


    Widok, który nas przywitał, niestety przerosnął wszelkie wyobrażenia. Filary nośne naszych budynków dosłownie pękły pod ogromnym ciśnieniem, a cała konstrukcja się zawaliła. Wszyscy wiedzieliśmy, że wejście do budynku o niestabilnej konstrukcji jest nawet w tej sytuacji śmiertelnie niebezpieczne i że w każdej chwili może się on zawalić.


    Nie mieliśmy czasu na zastanawianie się. Musieliśmy biec i spieszyć się, aby z ruin zebrać przynajmniej 1–2 walizki ubrań i najpotrzebniejsze rzeczy osobiste. Nieustannie obawialiśmy się wstrząsów wtórnych, a nasz strach nie był bezpodstawny: do dziś zdarzają się wstrząsy wtórne. W nocy budzimy się przerażeni nawet przy najmniejszym szumie i drganiu – choć na szczęście te wstrząsy są już dalekie od tej grozy, jaką przeżyliśmy podczas niszczycielskiego podwójnego trzęsienia ziemi.

    Tymczasem w centrum miejscowości sytuacja jest jeszcze bardziej dramatyczna. Nad ruinami miasta Caraballeda pojawiły się już sępy, a wszystko zalewa obezwładniający, duszący zapach zwłok. Ze względu na zagrożenie epidemiologiczne do miasta można obecnie zbliżyć się wyłącznie w maskach.


    Stoimy tu teraz, mając tylko nasze życie i kilka walizek. Nasz dom przepadł, ale pozostała nam wiara, że uda nam się stanąć na nogi. Prosimy was, jeśli możecie, wesprzyjcie naszą zbiórkę i udostępnijcie naszą historię, abyśmy mogli przetrwać tę katastrofę!


    Dziękujemy, że jesteście z nami w tej trudnej sytuacji!


Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.

Opis zrzutki


Cześć, jestem Marianna. Piszę to, bo czuję się bezradna, serce mi pęka z troski, a jako matka to jedyna rzecz, jaką mogę teraz zrobić stąd, z Węgier, dla moich synów, Szabolcsa i Pétera. Podczas gdy my tutaj, w Węgrzech, spaliśmy spokojnie w naszych domach, oni walczyli o przetrwanie w koszmarze, który trudno pojąć zdrowym rozsądkiem.



24 czerwca o godz. 18:04 czasu lokalnego ziemia w Wenezueli dosłownie się rozstąpiła. Przerażające, tzw. „podwójne trzęsienie ziemi” spustoszyło ten region. Najpierw trzęsienie o sile 7,2 w skali Richtera wstrząsnęło domami, a zaledwie 39 sekund później nastąpiło jeszcze bardziej niszczycielskie trzęsienie o sile 7,5. Szabolcs i Péter mieszkają – a raczej mieszkali – w nadmorskiej miejscowości Caraballeda, położonej tuż obok Caracas – w samym epicentrum katastrofy. 70% miasta zostało zniszczone w ciągu kilku sekund. Wszystko wygląda tak, jakby padło ofiarą bombardowania dywanowego. Według obliczeń fizyków podczas podwójnego trzęsienia ziemi, które spowodowało katastrofę, w skorupie ziemskiej uwolniła się energia czysta odpowiadająca prawie 240 wybuchom atomowym w Hiroszimie. Mój syn i jego rodzina cudem przeżyli. Jednak ich życie, teraźniejszość, wszystko to, dla czego przeprowadzili się do tego kraju, o co walczyli i na co pracowali, w ciągu jednej minuty obróciło się w nicość.



Na ich oczach, tuż obok, pięć wielopiętrowych budynków mieszkalnych zawaliło się jak domek z kart, grzebiąc pod sobą wszystko. Szabolcs i jego rodzina znaleźli schronienie w ogrodzie jednego z tych budynków.


4ZPuXZdBrmAyIvdL.jpg

Nie było prądu, nie było zasięgu, nie było wiadomości – tylko oślepiająca, dusząca chmura pyłu i szum gruzów. Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Ponieważ ich budynek stał tuż przy brzegu morza, po trzęsieniu ziemi tej wielkości natychmiast pojawiło się najstraszniejsze zagrożenie: tsunami.



Szabolcs i Péter zrobili wtedy coś, co wymagało niesamowitej odwagi – albo szaleństwa podyktowanego instynktem przetrwania. Wiedzieli, że jeśli nadejdzie tsunami, bez samochodu, dokumentów i telefonów nie mają żadnych szans. Nie wiedząc, czy nastąpią kolejne wstrząsy wtórne, z przerażeniem wrócili na siódme piętro do ciemniejącego, skrzypiącego i stającego się śmiertelnie niebezpiecznego budynku. Wbiegli do mieszkania po klucze i dokumenty, a następnie, narażając się na największe niebezpieczeństwo, zeszli do ciemnego jak smoła garażu, by zabrać samochód. Udało im się wyjechać i ruszyli w górę, w kierunku gór.


Skierowali się w stronę stolicy, Caracas, oddalonej o 40 minut jazdy, ale droga była dosłownie piekłem na ziemi. Mogli tylko mieć nadzieję, że autostrada, składająca się z wiaduktów i górskich tuneli, pozostała nienaruszona i nie zawaliła się. Drogi zostały przecięte na pół, powstały ogromne różnice wysokości i kratery. Po stromych górskich drogach gruntowych mogli poruszać się jedynie krokiem, w tłumie uciekających ludzi. Szabolcs i Péter musieli obserwować z samochodu, jak wokół nich płoną ruiny, a z pyłu i dymu dobiegają krzyki i szalone wrzaski ludzi, którzy szukali swoich bliskich, dzieci pod gruzami. Ten zbiorowy krzyk śmierci do dziś rozbrzmiewa im w uszach.


Zwykła 40-minutowa podróż trwała w tym ziemskim piekle 5 godzin. Jedna rzecz utrzymywała moich synów przy życiu: musieli dotrzeć do linii łączącej z lotniskiem w Caracas, ponieważ wierzyli, że tam będzie zasięg (którego ostatecznie nie było, ponieważ lotnisko również uległo poważnemu zniszczeniu), i będą mogli skontaktować się z nami, zanim obudzimy się na Węgrzech i zobaczymy doniesienia w mediach. Nie chcieli, żebyśmy jako rodzice przeżyli szok. Około godziny 6 rano czasu węgierskiego zadzwonił nasz telefon. Głos mojego syna drżał, ale uspokoił nas, zanim straszne zdjęcia obiegły świat. Dopiero wtedy, słysząc tę wiadomość, naprawdę wpadliśmy w panikę. Jednocześnie po przybyciu do Caracas też nie mogli odetchnąć z ulgą. Z powodu zawalonych budynków, które stały się statycznie niebezpieczne dla życia, wszyscy uciekli tam na ulice. Szabolcs i jego rodzina pierwszą noc spędzili w samochodzie. Obecnie znaleźli tymczasowe schronienie w Domu Węgierskim w Caracas, za co będziemy na zawsze wdzięczni lokalnej społeczności węgierskiej.


ALVVgnmsDjLOGkJO.jpg

Jednak wydaje się, że na wybrzeżu stracili wszystko. Dom jest w stanie zagrażającym życiu, teren został ewakuowany i zamknięty. Nie mogą tam wrócić. Nie ma już sklepów, supermarketów, aptek ani gabinetów lekarskich. Nie ma wody, nie ma prądu, sieć komórkowa nie działa. Lotnisko zostało zamknięte z powodu uszkodzonych pasów startowych, metro nie kursuje. Panuje całkowity paraliż. Co więcej, obecnie w regionie panuje również obawa przed zakażeniem.



Mój syn i jego rodzina zostali w jednym kompletie ubrań, z dokumentami osobistymi i samochodem. Muszą wszystko odbudować od zera w kraju, który się załamał. Naszym celem jest teraz zebranie 5000 euro. Ta kwota nie jest przeznaczona na luksus, ale na samo przetrwanie: bezpieczną żywność, czystą wodę pitną, najpotrzebniejsze leki, ubrania oraz niezbędne działania logistyczne w nadchodzących krytycznych miesiącach.


Bardzo was proszę, jeśli tylko możecie, wesprzyjcie mojego syna i jego rodzinę kwotą równą cenie kawy lub obiadu, aby mieli siłę i szansę podnieść się z ruin. I co równie ważne: proszę, udostępnijcie ten link, aby wiadomość dotarła do jak największej liczby osób, zarówno przyjaciół, jak i znajomych z zagranicy.


Dziękuję z całego serca, również w imieniu mojej rodziny!


Marianna,

zaniepokojona mama


Komentarze 3

 
2500 znaków
  •  
    Użytkownik niezarejestrowany

    Kitartást!

    ukryta
  •  
    Użytkownik niezarejestrowany

    Drága Peti,
    Sok erőt kívánunk ebben a nehéz helyzetben!
    Fejér Zsuzsa

    100 €
  •  
    Użytkownik niezarejestrowany

    Remélem, minél hamarabb javul a helyzet! Kitartást a fiadnak!

    20 €
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez