Tworzymy sieć wsparcia dla młodych ludzi, którzy zostali sami
Tworzymy sieć wsparcia dla młodych ludzi, którzy zostali sami
Oryginalny Węgierski tekst przetłumaczony na Polski
Oryginalny Węgierski tekst przetłumaczony na Polski
Aktualności3
-
💚 Historia naszego małego Kung Fu Pandy i zielonych serduszek 💚
Ricsi to dwudziestokilkuletni młody mężczyzna. W fundacji nazywamy go po prostu: naszym małym Kung Fu Pandą. Nie tylko ze względu na jego budowę ciała, ale także dlatego, że rzadko spotyka się tak dobrodusznego, cichego i sympatycznego człowieka.
A przecież życie Ricsiego miało bardzo trudny początek.
Matka ich opuściła, a ojciec przez lata znęcał się nad dziećmi. Ricsi do dziś ze łzami w oczach opowiada, jak bardzo go to boli: nie potrafił obronić swojego brata. A kiedy brat prosił o pomoc, nie odważył się stanąć po jego stronie. Bał się.
Ojciec groził im, że jeśli odważą się coś powiedzieć, trafią do opieki państwowej. Ricsi już wtedy widział w szkole, jak traktuje się dzieci z opieki państwowej. Widział drwiny, piętnowanie, pogardę. Bardzo się tego bał.
A jednak taki właśnie był jego los.
Zabrano ich z rodziny. Były domy dziecka, rodziny zastępcze, kolejne i kolejne miejsca. I choć wyrósł na wysokiego, silnego chłopca, jakoś zawsze to on pozostawał ofiarą. Doświadczył wielu znęcania się. Było też znęcanie się w domu dziecka, po którym wszczęto postępowanie karne, a sprawca, pracownik opieki społecznej, trafił w końcu za kratki.
Ricsi jednak nie poddał się.
Kiedy w wieku 18 lat – podobnie jak wielu innych młodych ludzi wychowanych w placówkach opiekuńczych – został praktycznie wyrzucony w świat bez żadnej pomocy, próbował znaleźć oparcie. Mądrze wykorzystał zasiłek na start w życie, szukał towarzyszy, wprowadził się do wynajmowanego mieszkania i zaczął pracować.
I powoli, krok po kroku, zbudował sobie życie.
Znalazła dobrą pracę. Pracuje w biurze. W ostatnim czasie odniosła kilka sukcesów. Wszystko to osiągnęła całkowicie sama, własnymi siłami, bez żadnego wsparcia.
Najsmutniejsze jest jednak to, że w końcu wpadł w kłopoty nie z własnej winy.
Kilka lat temu zmarł ojciec, od którego Ricsi nie otrzymał prawie nic poza policzkami. Nie miał jednak nikogo przy sobie, kto powiedziałby mu, że można odrzucić spadek.
W ten sposób dogonili go komornicy.
Zajęli mu konto, zaczęli blokować wypłaty i w końcu pod koniec miesiąca zostało mu tak mało pieniędzy, że nie był w stanie opłacić nawet czynszu. Z dnia na dzień mógł znaleźć się na ulicy.
Wtedy nas znalazł.

A wiecie, co jest najbardziej niezwykłe w Ricsim?
To, że po tym wszystkim nie stał się zgorzkniały.
U nas to właśnie o nim wszyscy mówią jako o „dobrym chłopaku”. Zawsze przydzielamy go do nowo przybyłych młodych ludzi, ponieważ cierpliwie im pomaga. Uczy ich robić zakupy, gospodarować pieniędzmi, wspólnie gotować i organizować codzienne życie. Jest starszym bratem dla tych, którzy być może po raz pierwszy w życiu mają prawdziwy dom.
A podczas gdy system do dziś próbuje go dogonić, on zawsze powtarza to samo:
skoro otrzymała pomoc, ona również chce się nią dzielić z innymi.

Tutaj widzicie, jak pomagała w uczynieniu domu dla młodych w Lőrinc bardziej komfortowym.

Niedawno świętowaliśmy jego 26. urodziny. 💚
Ricsi wysyła mi wszystkie wiadomości z zielonymi serduszkami, dlatego przygotowałam dla niego tort ozdobiony zielonymi serduszkami.
Może to wydawać się drobiazgiem.Jednak dla kogoś, kto przez całe życie nie zaznał zbyt wiele miłości, czasem nawet tort oznacza:
„jesteś ważny”.
A Ricsi jest ważny. 💚
0KomentarzyNikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!
Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.
Opis zrzutki

Rok temu miałem marzenie.
Żeby ci młodzi ludzie, którzy wypadli ze wszystkich sieci bezpieczeństwa, też mieli szansę w życiu. Ci, którzy w wieku 18 lat stoją na ulicy bez dokumentów, bez rodziny, bez oparcia. Którzy nie wiedzą, gdzie spędzą noc. Nie wiedzą, jak załatwić sprawę urzędową. Nie wiedzą, jak rozplanować swoje pieniądze. Nie wiedzą, jak żyć bezpiecznie i w porządku.
W tym celu założyłem fundację „Nie jesteś sam z nami”.
W ciągu ostatniego roku stworzyliśmy dla nich domy, w których mogą rozpocząć nowe życie. Zapewniliśmy im mentorów, szukaliśmy dla nich pracy, wspieraliśmy kursy, udzielaliśmy wsparcia społecznego i psychicznego, a także pokazaliśmy im, jak odbudować porządek w rozpadłym życiu.
W ostatnim czasie społeczeństwo węgierskie pokazało, że ważna jest dla niego kwestia ochrony dzieci, której losy osób pozostających pod opieką państwa stanowią jeden z najtrudniejszych elementów – zadanie, z którym żadnemu systemowi nie udało się naprawdę dobrze sobie poradzić. Obecnie coraz więcej osób angażuje się na rzecz poszczególnych młodych ludzi, poszczególnych trudnych losów, poszczególnych ludzkich historii. Jednak nie zawsze wystarczy, że jedna osoba angażuje się w wiele spraw naraz, zwłaszcza jeśli chcemy osiągnąć zmianę na poziomie systemowym.
Teraz prosimy społeczność, aby nie tylko stanęła po stronie pojedynczej historii, ale także po stronie działającego modelu. Modelu, który nie próbuje radzić sobie z chwilowymi kryzysami, ale próbuje odbudować ludzkie życia.
Ponieważ ochrona dzieci nie może się kończyć w momencie, gdy młoda osoba osiąga osiemnaście lat.
Prawdziwe życie często dopiero wtedy się naprawdę zaczyna.
A my widzimy, że jeśli obok tych młodych ludzi są dorośli, którym odważą się zaufać, którzy podają im rękę i uczą ich nawet najprostszych rzeczy – jak rozdzielać pieniądze, jak załatwiać sprawy, jak utrzymywać porządek wokół siebie, jak ustalać plan dnia, jak radzić sobie w miejscu pracy – wtedy są oni rzeczywiście w stanie rozpocząć nowe życie.
Wielu z was pomyśli teraz, że od tego są ośrodki resocjalizacyjne. To prawda, tylko że mają one bardzo mało miejsc dla mężczyzn, przyjmują ich dopiero po okresie przejściowym i mają bardzo mało entuzjastycznych i empatycznych specjalistów. Są tacy, ale jest ich zdecydowanie za mało.
W grudniu do naszych wynajmowanych domów wprowadzili się pierwsi mieszkańcy.
Dzisiaj jest ich już 19. Większość z nich pracuje i uczy się. Niektórzy otrzymali awans w pracy. Niektórzy kończą już drugi kurs. Niektórzy wychowują własne dzieci w stabilnych warunkach. Niektórzy wyruszyli w drogę, o której wcześniej wszyscy mówili: to niemożliwe, a teraz pracują, tworzą i stają się coraz bardziej samodzielni.
Wśród naszych „dzieci” są ofiary poważnych przestępstw, młodzież z urazami z systemu opieki nad dziećmi, a także osoby związane ze sprawami z Bicske i ulicy Szőlő. Wielu z nich jest już rodzicami.
Uważamy, że ich anonimowość i godność ludzka są ważne. Nie wykorzystujemy ich jako twarzy reklamowych. Nie wystawiamy ich na pokaz. Opinia publiczna poznaje tych, którzy z własnej woli decydują się na to, znając ich imiona i twarze.
Obecnie znajdujemy się w punkcie zwrotnym.
Fundacja przechodzi reorganizację. Mamy sześć aktywnych domów i 19 podopiecznych, których życie i stabilność są dla nas najważniejsze. Nasze drogi z poprzednim trzyosobowym zarządem rozeszły się i rozpoczęliśmy tworzenie nowego zarządu. Aby jednak podjąć się tak wielkiej odpowiedzialności, należy upewnić się, że organizacja jest w stanie utrzymać się i funkcjonować, realizując podjęte i trwające zadania.
W najbliższych tygodniach chcielibyśmy szczerze sprawdzić, czy ta praca cieszy się tak dużym poparciem społecznym, na którym można bezpiecznie budować w perspektywie długoterminowej.
Dlatego właśnie rozpoczynamy kampanię społeczną.
Nie dlatego, że uważamy, iż możemy pomóc każdemu.
Ale dlatego, że wierzymy, iż jak największej liczbie osób można dać realną szansę na lepsze życie.
I ponieważ wierzymy, że razem można zbudować prawdziwą przyszłość.
Wkrótce minie rok od naszego powstania. Otwierają się przed nami nowe możliwości: konkursy, działalność pożytku publicznego, a wkrótce także możliwość przyjmowania 1% podatku. Jednak do tego momentu to społeczna współpraca może poprowadzić tę inicjatywę.
W ciągu najbliższych dwóch tygodni chcielibyśmy sprawdzić, czy uważacie, że to, co robimy, jest dobre i czy poparcie dla tego, co podjęliśmy, jest wystarczająco silne, abyśmy mogli budować na tym w dłuższej perspektywie.