Oryginalny Czeski tekst przetłumaczony na Polski
Oryginalny Czeski tekst przetłumaczony na Polski
Opis zrzutki
Bára to nasza przyjaciółka, którą znamy jako niezwykle silną, pracowitą i kochającą mamę. Ostatnie lata były dla niej jednak niezwykle trudne. Od dawna walczy o możliwość przebywania blisko swojego małego synka, jednocześnie boryka się z poważnymi problemami prawnymi i finansowymi, a obecnie dodatkowo przechodzi trudne leczenie onkologiczne.
Dzisiaj znalazła się w sytuacji, z którą sama już nie jest w stanie sobie poradzić. Grozi jej utrata domu w wyniku postępowania egzekucyjnego wszczętego przez byłego męża – domu, który jest związany z jej rodziną, dzieciństwem i wspomnieniami o jej tacie, a który chciała kiedyś zachować również dla swojego syna.
Dlatego postanowiliśmy zorganizować tę zbiórkę i poprosić o pomoc w jej imieniu.
Bardzo prosimy, jeśli tylko możecie, pomóżcie Barze ocalić jej dom, przetrwać ten trudny okres i dajcie jej szansę, by mogła skupić się przede wszystkim na tym, co najważniejsze – na swoim zdrowiu i na tym, by pewnego dnia znów mogła w pełni być mamą swojego syna.
Każda wpłata, nawet najmniejsza, może dla niej oznaczać ogromną pomoc. A jeśli nie możecie przekazać darowizny, bardzo pomoże nam również udostępnienie tej zbiórki.
Historię Bary możecie przeczytać poniżej.
Dziękujemy z całego serca.
Przyjaciele Báry
„Jeśli znacie podcast Seznam Zprávy „Ve stínu” (czeskiego portalu informacyjnego), być może znacie też naszą historię.
Jestem kochającą mamą pięcioletniego chłopca. Od prawie pięciu lat toczymy z moim byłym mężem spór sądowy o naszego syna. Mimo że przez pierwsze dwa i pół roku jego życia sama codziennie się nim opiekowałam, obecnie znajduje się on pod opieką ojca, a ja mogę go widywać tylko w bardzo ograniczonym zakresie – 40 godzin miesięcznie – a za część tego czasu muszę nawet płacić. Nie spał u mnie w domu już od ponad roku i ośmiu miesięcy.
Wszystko zaczęło się w momencie, gdy zgłosiłam poważne podejrzenie, że ojciec mojego syna mógłby go krzywdzić. Postępowałam wówczas jak matka, która chciała chronić swoje dziecko. Podejrzenie to potwierdziło również wielu psychologów i psychiatrów. Podejrzenie to do dziś nie zostało wyjaśnione przez policję, a sprawa pozostaje otwarta. Do dnia dzisiejszego nie zlecono żadnych ekspertyz dotyczących syna ani nas, rodziców.
Naszą historię szczegółowo udokumentował zespół śledczy serwisu Seznam Zprávy w pięcioczęściowej serii „Ve stínu”, a sprawa trafiła w międzyczasie aż do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
O każdą godzinę spędzoną z synem walczę jak lwica.
Moim największym pragnieniem jest znów być blisko syna jako mama – opiekować się nim, odprowadzać go do przedszkola, czytać mu bajki na dobranoc, przytulać go, gdy jest smutny, i być częścią jego codziennego życia. Niezwykle bolesne jest dla mnie, gdy spotykam się z sytuacjami, w których dzieci lub rodzice z przedszkola czy zajęć pozalekcyjnych mojego syna w ogóle nie wiedzą, że to ja jestem jego mamą, i za mamę uważają partnerkę jego ojca. Jeszcze bardziej bolesne są chwile, kiedy syn wraca do mnie i opowiada, że słyszał, iż podobno wkrótce umrę, ale że jego mamą będzie partnerka ojca...
Teraz jednak moja historia wkroczyła w kolejną, dla mnie decydującą fazę.
Po rozpadzie naszego małżeństwa wielokrotnie próbowałam dojść do porozumienia z ojcem naszego syna. Niestety nie jest on skłonny do żadnego porozumienia i nawet po pięciu latach nie udało nam się zakończyć długotrwałych sporów. Wręcz przeciwnie, muszę stawiać czoła coraz to kolejnym pozwom i zawiadomieniom...
Na podstawie prawomocnego orzeczenia sądowego ojciec naszego syna domaga się ode mnie obecnie miliona koron plus koszty postępowania. Od tego orzeczenia złożyliśmy kasację do Sądu Najwyższego oraz skargę konstytucyjną, jednak bezskutecznie – w tej bezprecedensowej sprawie odmówiono mi prawa do rozpatrzenia sprawy przed Sądem Najwyższym i Trybunałem Konstytucyjnym. Sądy odmówiły rozpatrzenia sprawy, mimo że nie chodziło o wniosek ewidentnie bezpodstawny ani niedopuszczalny. Kolejnym krokiem jest ponownie Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.
Częścią wyroku jest również przeprosiny w formie m.in. płatnej reklamy o dokładnej treści określonej na wniosek ojca przez sąd, w której muszę napisać rzeczy, które jednak nie odpowiadają prawdzie i rzeczywistości. Mimo że szczerze przeprosiłam ojca naszego syna za to, że mógł poczuć się urażony moimi publicznymi wypowiedziami, nie przyjął on tych przeprosin i nalega na ich zrealizowanie w formie określonej przez sąd, której wykonanie jest przez niego egzekwowane na drodze egzekucyjnej.
W związku z tym toczę obecnie kilka postępowań egzekucyjnych, które ojciec wszczął już pierwszego dnia po uprawomocnieniu się wyroku i które mogą doprowadzić nawet do egzekucyjnej sprzedaży naszego domu.
A właśnie ten dom znaczy dla mnie o wiele więcej niż tylko nieruchomość.
Otrzymałam go w wieku piętnastu lat po nagłej śmierci mojego taty, który nie doczekał się jego dokończenia. Razem z moją siostrą, która miała wówczas 23 lata, oraz mamą same zajęłyśmy się jego dokończeniem. To nasz dom, miejsce związane z moją rodziną i moimi korzeniami.
Chciałam kiedyś zachować go również dla mojego syna – jako pamiątkę po jego przodkach i jako miejsce, w którym będzie wiedział, że ma swój dom i swoje oparcie, którego nikt mu nie odbierze ani nie będzie mógł do niego rościć sobie praw. Dlatego założyłam dla niego fundusz powierniczy, którego jest jedynym beneficjentem. Jednak nawet ten krok nie zakończył sporu z jego ojcem; wręcz przeciwnie, ojciec złożył w tej sprawie pozwy sprzeciwowe, złożył doniesienie do policji gospodarczej i obecnie grozi nam utrata naszego domu.
W domu mieszka ponadto moja poważnie chora, prawie osiemdziesięcioletnia mama. Ojciec syna nakazał również zajęcie jej emerytury. Utrata domu oznaczałaby zatem nie tylko utratę mojego miejsca zamieszkania, ale także zagrożenie dla jej domu w czasie, gdy sama potrzebuje spokoju i bezpieczeństwa.
I właśnie w momencie, gdy zajmuję się tą sytuacją, sama walczę o swoje zdrowie.
Ciągły, długotrwały stres i ból spowodowany utratą ukochanego dziecka zebrały swoje żniwo.
W maju dowiedziałam się, że cierpię na bardzo poważną, agresywną chorobę nowotworową i muszę natychmiast rozpocząć leczenie.
Obecnie przebywam na długotrwałym zwolnieniu lekarskim, a leczenie nie pozwala mi pracować w takim zakresie, w jakim pracowałam wcześniej. A przecież przez całe życie byłam przyzwyczajona do utrzymywania siebie i mojej rodziny dzięki własnej pracy – jako profesjonalna muzyk, ucząc studentów muzyki i występując na koncertach.
Leczenie ma jednak trwać jeszcze dłużej...
W przeszłości zorganizowano już zbiórkę na pokrycie kosztów adwokatów, abyśmy wraz z synem mogli bronić się w toczących się postępowaniach sądowych. Właśnie ta zbiórka, w wyniku donosu, stała się następnie przedmiotem dalszego dochodzenia prowadzonego przez policję i urząd skarbowy. Sprawa została zamknięta, a wnioski obu organów były zgodne co do tego, że zbiórka przebiegła całkowicie prawidłowo. Mimo to mój były mąż złożył przeciwko mnie pozew, domagając się 1 miliona koron. Twierdzi, że „wzbogaciłam się” dzięki tej zbiórce, więc nie ma problemu, żebym zapłaciła mu tę kwotę. Zebrane środki były jednak wykorzystywane wyłącznie na pomoc prawną, a ich przeznaczenie było wielokrotnie kontrolowane.
Myślałam, że uda mi się spłacić tę kwotę ojcu mojego syna, kończąc w ten sposób przynajmniej część sporów, ale z powodu egzekucji i mojej choroby nie mogę już oficjalnie pożyczyć pieniędzy nigdzie.
Dzisiaj jednak sytuacja wygląda inaczej. Nie proszę o pomoc po to, by móc toczyć kolejną niekończącą się walkę.
Proszę o pomoc, abyśmy nie stracili naszego domu, abym mogła w spokoju kontynuować leczenie onkologiczne i abym pewnego dnia mogła znów normalnie żyć i opiekować się moim ukochanym synem. Nie chcę, aby mój syn dorastał z poczuciem, że jego mama zniknęła z jego życia. Chcę być przy nim. Chcę wyzdrowieć i zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby znów stać się prawdziwą częścią jego codziennego życia.
Nigdy nie sądziłam, że będę musiała prosić o pomoc ludzi, których w ogóle nie znam. Dzisiaj jednak nie mam innego wyjścia.
Nie pragnę kolejnych walk, kolejnych procesów sądowych ani kolejnego bólu. Moim największym życiowym pragnieniem jest wyzdrowienie. Bycie tu dla mojego syna. Możliwość normalnej opieki nad nim, obserwowanie, jak dorasta. I wreszcie zaznanie spokoju.
Nie pragnę niczego więcej niż zasłużonego spokoju i ciszy dla siebie, dla mojego syna i dla naszej rodziny.
Dlatego dzisiaj proszę o pomoc. Nie po to, by móc dalej walczyć. Ale po to, by mieć szansę jak najszybciej zakończyć tę walkę i zacząć znowu normalnie żyć.
Chcę wyzdrowieć. Chcę ocalić nasz dom. A przede wszystkim chcę znów być mamą, która może być blisko swojego syna.
Z całego serca dziękuję każdemu, kto nam pomoże. A jeśli nie możecie wesprzeć nas finansowo, pomoże nam również udostępnienie tej zbiórki.”
Barbora
Drzim palce a myslim na Vas!
Hodně sil, Báro! Moc na Vás myslím!
Barunko, myslím na tebe. Mám tě moc ráda🙏🏻
Hodně sil, věřím oběma, že vydržíte a pravda a láska zvítězí❤️
Barborka prajem veľa síl ❤️