id: 3258xn

Pies asystujący dla Vicky

Pies asystujący dla Vicky

 
Viktoria Papista

DE

Oryginalny Niemiecki tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny niemiecki tekst

Oryginalny Niemiecki tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny niemiecki tekst

Opis zrzutki

Cześć

Nazywam się Vicky, mam teraz 21 lat.

Niestety nie mam najłatwiejszej historii, ale na pewno nie jestem jedyna.

W wieku 14 lat, po kilku traumatycznych przeżyciach i doświadczeniach, zostałam objęta opieką urzędu ds. młodzieży i przez kilka lat mieszkałam w grupie mieszkaniowej.

Krótko po tym, jak się tam wprowadziłam, moje życie zmieniło się o 180 stopni, bo po tym wszystkim, co się wydarzyło, nagle zachorowałam psychicznie.

Po raz pierwszy trafiłam do kliniki psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej, gdzie wykryto u mnie pierwsze nieprawidłowości.

Niestety zaczęłam się samookaleczać i nie wiedziałam już, co zrobić z moimi myślami, uczuciami i gniewem.

Po pewnym czasie pojawiły się napady dysocjacyjne

napady drgawkowe i inne objawy, przez co musiałam spędzać dużo czasu w klinikach i szpitalach.

W tamtym czasie nie mogłam więc żyć tak jak inni młodzi ludzie w moim wieku i byłam w dużym stopniu uzależniona od pomocy.

W pewnym momencie musiałam zacząć brać leki i stało się to stanem przewlekłym.

Wtedy nie było to dla mnie jasne i nie zdawałam sobie sprawy, co to wszystko dla mnie oznacza, ponieważ było to dla mnie zbyt wielkim obciążeniem.

Po kilku tygodniach w moim życiu pojawiła się diagnoza PTSD.

Wiele osób pewnie myśli, że zaburzenia psychiczne to nic poważnego, ale to nieprawda – ta choroba odebrała mi tyle samo siły życiowej i woli, co komuś, kto ma raka i musi długo przechodzić chemioterapię, bo PTSD wymaga dużo czasu, dużo terapii, a przede wszystkim dużo uwagi.

Niestety choroba ta nie jest zbyt dobrze zbadana, a w dzisiejszym społeczeństwie wszystko się bagatelizuje.

Słyszy się takie rzeczy, że to „tylko” kwestia psychiki i że nie należy się tak zachowywać, ale większość ludzi do dziś niestety nie zdaje sobie sprawy, jak to faktycznie wpływa na człowieka.

Ale mnie to odebrało sporo siły życiowej i radości życia, o które teraz muszę mozolnie walczyć.

Od 2022 roku nie mieszkam już w ośrodku pomocy dla młodzieży, tylko sama.

Również utrata bezpiecznej przestrzeni spowodowała u mnie wiele niepowodzeń, które postawiły mi na drodze sporo przeszkód. Przez kilka miesięcy nie byłam w stanie pracować ani chodzić do szkoły, ponieważ ryzyko, że coś mi się stanie lub że znów będę miała nawrót choroby, było zbyt duże.

Obecnie jestem na dobrej drodze, ale choroba wciąż stawia mi wiele przeszkód, z którymi nie potrafię sobie poradzić samodzielnie.

Obecnie biorę leki, mam za sobą kilka terapii oraz pobyty w klinice i szpitalu i chciałbym znaleźć dobre rozwiązanie, co jednak nie jest możliwe w pojedynkę.

Osobiście zdecydowałam się nie brać już więcej leków, bo skutki uboczne są dość poważne, i dlatego wpadłam na pomysł z psem.

Z natury jestem osobą zamkniętą w sobie i cieszę się z kontaktu ze zwierzętami.

Oczywiście w ostatnich latach wiele się zmieniło i poprawiło, ale choroba nadal jest obecna, a napady niestety nadal nie ustępują, co dla mnie jest nadal bardzo trudne, ponieważ chciałabym żyć tak jak wszyscy inni w moim wieku, którzy są zdrowi.

Po kilku poszukiwaniach wpadłam na pomysł, że chciałabym mieć psa asystującego dla osób z PTSD i mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się wrócić do normalnego życia z mniejszą liczbą objawów.

Zdaję sobie sprawę, że choroba nie zniknie całkowicie, ale dla mnie pies byłby ogromną pomocą, zwłaszcza teraz, gdy mieszkam sama i nikt nie zauważy, jeśli coś się stanie.

Pies potrafi wyczuć, kiedy to się dzieje, a w razie potrzeby może nawet przynieść mi leki lub mnie uspokoić i po prostu zapewnić mi poczucie bezpieczeństwa, którego nikt inny mi nie da.

Może robić jeszcze wiele innych rzeczy, które, mam nadzieję, pomogą mi pokonać chorobę lub nieco ją opanować, abym mogła znów prowadzić normalne życie, tak jak inne osoby w moim wieku.

Pies może wtedy wchodzić do miejsc, do których nikt inny nie ma wstępu, a jeśli będę miał szczęście, zgodnie z prawem nawet do szpitala lub na targowiska.

To tak jak w przypadku psa przewodnika dla osób niewidomych lub coś podobnego.

Byłabym więc bardzo wdzięczna za każdy cent i euro, które można przekazać na darowiznę i pomóc mi w osiągnięciu mojego celu.

Nie chcę prosić o jałmużnę, ale naprawdę jestem na to skazana, ponieważ jako praktykantka i uczennica niestety nie mam wystarczających dochodów, aby sobie na to pozwolić.

I chociaż prawie nikt nie jest w stanie sam zebrać tych pieniędzy, to są one bardzo ważne dla mojej przyszłości i powstrzymania choroby.

Niestety, tego rodzaju szkolenie lub pies asystujący nie są pokrywane przez żadną kasę chorych i trzeba całkowicie samemu ponieść koszty, jeśli się tego potrzebuje. Co niestety jest praktycznie niemożliwe i dlatego większość osób jest uzależniona od pomocy innych.

Do tej pory kasa pokrywa jedynie koszty psa przewodnika dla osób niewidomych, a wszystkie inne psy pomocnicze trzeba opłacić całkowicie z własnej kieszeni, co dla mnie, jako uczennicy i praktykantki, niestety nie jest możliwe.

Dla mnie byłaby to jednak ostatnia szansa bez konieczności stosowania kolejnych leków i innych środków.

Byłabym bardzo wdzięczna za każdą pomoc i każdy grosz!

Z poważaniem 




Lokalizacja

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez