id: wa3dfj

Dar obdarowanego życia

Dar obdarowanego życia

 
Pol Balanzó Giménez

ES

Oryginalny Angielski tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny angielski tekst

Oryginalny Angielski tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny angielski tekst

Opis zrzutki

Witam,


Nazywam się Pol i prawie 31 lat temu urodziłem się w Santo Domingo na Dominikanie, a zanim zdążyłem otworzyć oczy, w wieku 2 miesięcy zostałem adoptowany przez parę z Barcelony.


Najwyraźniej jako niemowlę ledwo dałem radę na początku. Nie chciałem jeść, tylko płakałem. Czas mijał, a ja zacząłem przechodzić kolejne etapy edukacji jak każde inne dziecko w moim mieście. Mój umysł zaczął się rozwijać i zacząłem dostrzegać, że coś wokół mnie jest inne, że ja jestem inny, nie dlatego, że byłem jedynym dzieckiem o innym kolorze skóry w całej mojej edukacji (nawet po ukończeniu studiów), byłem wyjątkowy, bo moi rodzice byli wyjątkowi, a ja wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jaki dar mi dali, przywożąc mnie do Hiszpanii i dając mi szansę na życie, którego prawdopodobnie nigdy bym nie miał.


Minęło jeszcze kilka lat i nagle coś się zmieniło. Moja rodzina i ja zaczęliśmy wydawać znacznie mniej pieniędzy, prawie nigdzie nie wychodziliśmy i dostrzegałem drobne rzeczy, których wcześniej nie zauważałem. Aż w końcu zdałem sobie sprawę, że moi rodzice są znacznie starsi od przeciętnej, o wiele bardziej.


Od tego momentu zaczęłam mieć przeczucie, że w niedalekiej przyszłości ich stracę, co mnie przerażało i nadal przeraża. Ale w głębi serca czułam, że muszę wszystkim udowodnić więcej – nie tylko im, ale także dlatego, że jako jedyna w otoczeniu czułam, że muszę udowodnić, że się mylą. Więc rok po roku starałem się jak mogłem, aż spełniłem swoje marzenie. Oboje widzieli, jak kończę studia (2 licencjaty) i mam już 2 prace w kieszeni.


Oczywiście nie było to łatwe i w ciągu tych lat napotkaliśmy kilka przeszkód, ale udało nam się przez to przejść i byłam szczęśliwsza niż kiedykolwiek.


O rany, jak daleko (gdybyśmy oglądali mnie w filmie) byłam... Nie minął nawet rok od momentu, gdy zaczęłam pracować, a u mojej mamy (ponownie) wykryto raka (w naprawdę wczesnej fazie) i to był pierwszy element domina. Oczywiście, jak zawsze, mówiła, że wszystko jest w porządku.


Idąc dalej, terapie, głupie rutyny, a potem BUM, Covid. Musiałam opuścić dom i prawie ich nie widywałam w tych niesamowitych czasach. 


W momencie, gdy zaczęto nam pozwalać na ponowne spotkania z naszymi bliskimi, zmarła moja ciocia, kilka miesięcy po śmierci mojej mamy, a nawet jeden z moich psów. Co za chaos... Mój uśmiech, moje zdrowie psychiczne, wszystko się zawaliło i nic nie miało znaczenia. Ale jakoś udało mi się utrzymać się na nogach dla mojej rodziny, a na pewno dla mojego taty. Musiałam. Lata później prawie wróciliśmy do najbardziej normalnego życia, jakie mogliśmy mieć, ale życie miało dla mnie inne plany.


Aby dodać więcej szczegółów do tej historii, rok po śmierci mojej mamy zdiagnozowano u mnie raka, a w następnym roku znowu raka. Dwa razy w ciągu roku. Czy życie mogło być lepsze? Też tak nie sądzę, przynajmniej jest twardy jak skała.


Kilka lat później znalazłem nowe mieszkanie, a kilka dni później zostałem zwolniony z pracy. O tak, życie jest wspaniałe!!

Dwa miesiące później mój współlokator, który płacił połowę czynszu, wyprowadził się, ale na szczęście udało mi się znaleźć dwóch innych „przyjaciół”, którzy się wprowadzili. Uratowano mnie...


Muszę wspomnieć, że zanim straciłem główną pracę, zacząłem pracować w innym miejscu, zawsze zgodnie z harmonogramem, a nawet przed i po godzinach, bo bardzo mi się to podobało. Wykonywałem swoją pracę i robiłem to dobrze. Od czerwca do października... zapłacili mi tylko za jeden miesiąc. Kilka razy pytałem, co się dzieje, a nawet błagałem ich, że będę miał problemy i wyjaśniałem, dlaczego pracowałem, nawet gdy nie musiałem.


W listopadzie wyjechałem na kilka dni z miasta, żeby się odciąć (około 3) a w drodze powrotnej dostałem telefon od właściciela mieszkania, że wszystko, co posiadałem i co było w tym domu, zostało skradzione przez te dwie osoby, które ze mną mieszkały, że dwukrotnie wyważyli drzwi, a za drugim razem złapał ich i postanowił pozwolić im zabrać „swoje” rzeczy (wraz z moimi rzeczami) i odejść.


Kiedy spotkałem się z nim kilka dni później (nie mogłem nawet zbliżyć się do mojego budynku), opowiedział mi wszystko, a do tego dodał, że mieszkanie zostało przez nich pozostawione w takim bałaganie i że to ja jestem za wszystko odpowiedzialny. Krótko mówiąc, straciłam wszystko, co miałam. Z tego, co zostało, on sam zdecydował, co wyrzucić, a co zatrzymać, a do tego groził mi wezwaniem policji, jeśli tylko pomyślę o zbliżeniu się do domu. Łączne koszty, obejmujące skradzione rzeczy, różne przedmioty i zniszczenia w mieszkaniu, wyniosły około 30 tys. euro.


Przeżyłam piekło, byłam bezdomna, a żaden z moich „przyjaciół” nawet nie zapytał, jak się czuję... Ale jestem silna, bardziej niż myślałam, i teraz prawie udało mi się wrócić do normy, ale zajmuje to o wiele więcej czasu, niż myślałam.


Dlatego właśnie proszę tutaj o pomoc. Nie jestem dumna z tego, że proszę o to tutaj, ponieważ obiecałam sobie, że zwrócę mu wszystko, co we mnie zainwestował (a nie jest to mało), ale obiecałam sobie również, że bez względu na wszystko chcę znów zobaczyć go uśmiechniętego.


Oczywiście miałam/mam też plan dla siebie, mapę mojego życia. Sposób na zdobycie doświadczenia, a potem rozwijanie własnej firmy, realizowanie własnych pomysłów i wyznaczanie własnych celów, ale to zdecydowanie musi trochę poczekać. To, co nie może czekać, to czas, który mi pozostał, by dzielić życie z moim ukochanym i zrealizować marzenie, by znów był ze mnie dumny, i nie zamierzam tolerować, by z powodu pewnej grupy ludzi to mi odebrano. 


W ciągu ostatnich miesięcy przeżywałam dzień po dniu, starając się jak mogłam, by się pozbierać, pomagając wielu ludziom w zamian za miejsce do spania na noc, by wymierzyć sprawiedliwość policji i prawu (ale to potrwa długo). Ale samotność, którą czułam, to uczucie, że jestem gównem, niczym, że mogłabym po prostu zniknąć i nikt nawet by tego nie zauważył, niszczyło moją duszę dzień po dniu. Zawsze starałam się być przy wszystkich, zawsze pomagałam wszystkim, dając miejsce do spania, miejsce, gdzie można być. Zawsze stawiałam wszystkich przed sobą i nie żałuję tego, bo taka właśnie byłam. Po prostu oczekiwałam, nawet nie tego, ale jednego przyjaciela, który po tym, jak wszyscy dowiedzieli się, co się stało, choćby raz na sześć miesięcy zapytałby, czy wszystko u mnie w porządku.


Miałam mnóstwo czasu na medytację i jedyne, o czym mogłam myśleć, to mój tata (i oczywiście ja sama). Jak można sobie wyobrazić, to nie jest tylko wycieczka, ale nowy początek, wewnętrzny spokój dla mnie i dla mojego taty.


Chcę zabrać go w podróż do miejsca, w którym się urodziłam (nie miałam okazji tam pojechać), ponieważ słyszałam od niego niesamowite rzeczy o tym miejscu. I powoli kierować się na południe, aż dotrzemy do naszego ulubionego miejsca na ziemi, Ushuaia, Kraina Ognia, 


Ostatnie Miasto.

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez