id: vjud8z

Pomóż nam się wyleczyć i odbudować: apel rodziny o wsparcie

Pomóż nam się wyleczyć i odbudować: apel rodziny o wsparcie

 
Ana Ivanova

BG

Oryginalny Angielski tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny angielski tekst

Oryginalny Angielski tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny angielski tekst

Opis zrzutki

Potrzebujemy Państwa pomocy, aby dalej walczyć o naszą przyszłość, zapewnić byt naszym dzieciom i zapobiec rozpadowi naszej rodziny. Walczymy nie tylko o nasz dom, ale także o godność i dobrobyt moich dzieci, mojej rodziny oraz mnie samej.

Od ponad 30 lat moja mama mieszka za granicą. Wyszła ponownie za mąż i oddaliła się ode mnie. Kiedy miałam zaledwie 12 lat, zostawiła mnie pod opieką dziadka. Mimo to wybaczyłam jej, nie spodziewając się, że znów mnie zdradzi, zwłaszcza po tylu latach przeprosin za porzucenie mnie w dzieciństwie.

Nasza podróż rozpoczęła się od obietnicy – i nadziei na stworzenie bezpiecznego, wygodnego domu dla naszych dzieci. Była to stara rodzinna posiadłość, zbudowana przez moich dziadków ponad pięćdziesiąt lat temu. Dom, niegdyś tak ceniony, popadł w ruinę i przez lata stał bez opieki. Przypadkowo moja matka odziedziczyła go po swoim bracie, który zmarł bezpotomnie. Pomimo tego, że w młodości została wydziedziczona, stała się jedyną spadkobierczynią dziedzictwa naszych dziadków. Jest to drugie piętro w domu dwurodzinnym z połową parteru i podwórkiem.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy ten dom, nie nadawał się do zamieszkania. Dach przeciekał na strych, a woda uszkodziła sufity i ściany sypialni. Tynk się kruszył, podłogi i drzwi były zgniłe, a instalacja elektryczna nie działała. W kuchni brakowało nawet podstawowych udogodnień, takich jak ciepła woda. Ogród był dżunglą z wysokimi, dwumetrowymi chwastami, a wokół posesji nie było nawet ogrodzenia. Trudno było sobie wyobrazić, jak to miejsce mogłoby stać się domem.

W tamtym czasie moja rodzina mieszkała w przytulnym mieszkaniu w samym centrum miasta, zaledwie dwie minuty od szkół naszych dzieci. Byliśmy tam szczęśliwi, ale moja mama przekonała nas, że przy odrobinie ciężkiej pracy ta nieruchomość może stać się idealnym domem z większą przestrzenią, w tym pokojami dla każdego z naszych dzieci. Obiecała, że gdy zainwestujemy w dom i uczynimy go naszym, przekaże nam tę nieruchomość podczas swojej następnej wizyty w Bułgarii.

Zdecydowaliśmy się więc na ten krok, kierowani marzeniem o zapewnieniu naszej rodzinie lepszego domu. Włożyliśmy nasze oszczędności i całą energię w remont. 

Ta droga była wyczerpująca i pełna niezliczonych komplikacji. Musieliśmy zmagać się z mroźnymi nocami bez ogrzewania, przeciekającym dachem, zimnymi prysznicami lub ich brakiem oraz miesiącami życia w jednym pokoju z dwójką dzieci i dwoma psami. Każdy centymetr domu wymagał uwagi. Położyliśmy nowe podłogi, wzmocniliśmy ściany, wymieniliśmy zepsute okna i w końcu uporządkowaliśmy zarośnięty ogród, aby odkryć ukryte podwórko.

Pomimo wyzwań nasza rodzina pozostała silna. Krok po kroku przekształcaliśmy każdy pokój w miejsce pełne ciepła i miłości, kierowani obietnicą posiadania własnego domu. 

Przez prawie dwa lata, kiedy wkładaliśmy wszystkie nasze oszczędności, czas i energię w odbudowę domu, regularnie informowałem mamę o postępach. Wydawała się zadowolona z postępów, pozytywnie komentowała zdjęcia, które wysyłałem, i wspierała nas – a przynajmniej tak mi się wydawało. Z biegiem czasu jej zachowanie zaczęło się jednak zmieniać. Zaczęła dzwonić tylko wtedy, gdy była pod wpływem alkoholu, co starałam się tolerować, aby zachować pokój między nami. Wkrótce jednak rozmowy stały się nie do zniesienia, a jej wiadomości coraz bardziej ostre.

Pewnego dnia, bez ostrzeżenia, zażądała, abyśmy opuścili dom. Byłam w szoku. To był dom, nad którego renowacją pracowaliśmy niestrudzenie, inwestując nie tylko nasze własne oszczędności, ale także datki od krewnych i przyjaciół, którzy wierzyli w nasze marzenie. Powiedziałam jej, że jeśli naprawdę chce, abyśmy się wyprowadzili, będzie musiała zrekompensować nam koszty rozległych remontów. Wszystkie nasze zasoby zostały przeznaczone na to, aby ten dom znów stał się nadający się do zamieszkania, bezpieczny i piękny.

Zdając sobie sprawę, że nie damy rady sami, zwróciliśmy się do prawnika, który zapewnił nas, że bez względu na wszystko moja matka nie może nas prawnie eksmitować bez zwrotu kosztów remontu. Dzięki temu zapewnieniu poczuliśmy odrobinę bezpieczeństwa. Na początku nasz prawnik nie wydawał się w pełni rozumieć powagi naszej sytuacji. Być może trudno mu było uwierzyć, że jakakolwiek matka mogłaby tak traktować własne dziecko i wnuki. Był przekonany, że z czasem uda nam się rozwiązać sprawę bez podejmowania kroków prawnych, sądząc, że może dojdziemy do jakiegoś porozumienia.

Nie znał jednak całej historii, nie mógł też poczuć codziennego napięcia, z jakim się borykaliśmy. Wyjaśnienie tego komuś, kto tego nie doświadczył, było wyzwaniem – jak przekonać kogoś o sytuacji, która wydaje się niewyobrażalna?

Jednak następny rok był okresem ciągłych konfliktów i stresu. Moja matka zasypywała nas lawiną obelg i nękania, atakując nawet nasze dzieci. Dzwoniła nieustannie, często wściekła, składała fałszywe doniesienia na policję, a nawet groziła. Przez cały ten czas wielokrotnie pytałam ją, dlaczego to robi i czym zasłużyliśmy na takie traktowanie, ale nigdy nie udzieliła odpowiedzi. Zamiast tego wydawała się zdeterminowana, by uczynić nasze życie nie do zniesienia.

Po pewnym czasie nie mogłam już znieść odbierania jej telefonów. Emocjonalne obciążenie wpływało nie tylko na moje samopoczucie psychiczne, ale także na zdrowie fizyczne. Musiałam chronić siebie i swoją rodzinę przed ciągłym zamętem.

W styczniu 2024 roku, po roku codziennych udręk ze strony mojej matki – telefonów pod wpływem alkoholu, fałszywych zgłoszeń na policję, a nawet wykorzystywania sąsiadów do nękania nas – sytuacja osiągnęła punkt, w którym nie dało się już tego znieść. Przez kilka miesięcy blokowałam ją, ale wiedziałam, że to nie może trwać wiecznie. Nieoczekiwanie otrzymaliśmy wezwanie do sądu. Moja matka wniosła pozew przeciwko mojemu mężowi i mnie, żądając, abyśmy opuścili nieruchomość, o której odzyskanie tak ciężko walczyliśmy.

Na tym okrucieństwo się nie skończyło. Następnego ranka, zaraz po przebudzeniu, odkryliśmy, że odcięła prąd w domu. Ale to był dopiero początek. Około dwa tygodnie później odcięła również dopływ wody do nieruchomości, pozostawiając nas całkowicie bez podstawowych mediów. Było jasne, że wszystko to było częścią starannie zaplanowanego odwetu.

Jej plan był okrutny i przemyślany. Odcinając prąd i wodę w środku zimy, przy ujemnych temperaturach, moja matka wiedziała, że będziemy zmuszeni opuścić tę nieruchomość. Jeśli mielibyśmy wyjechać, stracilibyśmy prawo do odszkodowania za wszelkie przeprowadzone przez nas remonty. Była to zimna, celowa próba złamania nas.

Następnego ranka, po szkole, musiałam wysłać córkę do domu jej drugiej babci. To był drugi raz, kiedy musiałam się z nią rozstać, ale tym razem na osiem miesięcy. To mnie zniszczyło, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Byłam całkowicie załamana, moje serce pękło na pół. Odległość między nami tylko pogłębiała ból.

Dzięki pomocy naszych sąsiadów, którzy hojnie zapewnili nam wystarczającą ilość prądu do zasilania naszych komputerów w tych mroźnych warunkach, byliśmy w stanie przygotować naszą odpowiedź prawną. Mieliśmy jednak tylko 14 dni na złożenie odpowiedzi i wniesienie powództwa wzajemnego. Czuliśmy się, jakbyśmy z każdym dniem tonęli coraz głębiej, zmuszeni do zaciągania pożyczek i kredytów na pokrycie kosztów obsługi prawnej i sądowych.

Moja matka doskonale wiedziała, co robi. Rozumiała, jak bardzo potrzebujemy prądu i wody, ponieważ praca mojego męża zależała od utrzymania akwariów, a moja działalność online wymagała zasilania. Odcinając te niezbędne usługi, doprowadziła nas do krawędzi, wiedząc, że bez nich nie przetrwamy, a co dopiero będziemy w stanie się bronić.

W tym momencie działania mojej matki zrujnowały już bal maturalny mojego syna. Teraz, jako student pierwszego roku, zdecydował się zostać z nami w domu, pomimo braku prądu i wody. Była to codzienna walka i czuliśmy się, jakbyśmy nieustannie przeżywali koszmar, którego końca nie widać.

Zdesperowana zwróciłam się do każdej instytucji, o której mogłam pomyśleć. Złożyłam zgłoszenia na policji, w prokuraturze, w służbach ochrony dzieci, w urzędzie burmistrza – lista była długa. Dokumentowałam wszystko, mając nadzieję, że ktoś podejmie działania. Jednak pomimo wyraźnego naruszenia naszych podstawowych praw człowieka, gwarantowanych przez prawo europejskie i międzynarodowe, nikt nie przyszedł nam z pomocą.

System nas zawiódł. Władze nie mogły – lub nie chciały – nic zrobić, po prostu dlatego, że to ona była prawną właścicielką nieruchomości. Nie miało znaczenia, że byliśmy pozbawieni podstawowych usług i że zainwestowaliśmy wszystko, aby dom nadawał się do zamieszkania. Liczyło się tylko to, że to ona miała akt własności na swoje nazwisko.

Nasza sprawa została przełożona na kolejne sześć miesięcy, ciągnąc się bez żadnego rozwiązania. Pierwsza rozprawa przebiegła pomyślnie, sędzia postanowił mnie wysłuchać i przesłuchać, co doprowadziło do wyznaczenia drugiej rozprawy w celu przesłuchania świadków. Niestety, rozprawa ta została przełożona z powodu nieobecności świadka ze strony mojej matki. Teraz kolejna rozprawa została wyznaczona na grudzień. Sprawa nadal się przeciągała, a końca nie było widać.

W międzyczasie mój syn, mimo że jest studentem studiów dziennych, zaczął pracować, aby nam pomóc. Obawiam się o jego przyszłość, ponieważ martwię się, że presja związana z tą sytuacją zrujnuje jego edukację. Robi wszystko, co w jego mocy, ale ciągła presja zaczyna zbierać swoje żniwo.

Nadeszła nowa zima i moja córka wróciła do domu. Nadal polegamy na prądzie od naszych życzliwych sąsiadów, ale możemy zasilić tylko dwa światła i nasze komputery. Nie ma możliwości ogrzania domu, nie ma ciepłej wody do mycia się i jesteśmy zmuszeni żywić się suchą żywnością, kupując wodę nie tylko do picia, ale także do podstawowych potrzeb domowych.

Moja córka, która jest już nastolatką, nie może nawet korzystać ze swojego pokoju. Panuje tam całkowita ciemność i nie może nawet włączyć lampy. Musi spać w naszej sypialni, stłoczona razem z nami. Mój syn mieszka w swoim pokoju, w całkowitej ciemności, i ledwo uczęszcza na uniwersytet, aby pomóc nam w pokryciu wydatków. Na razie udaje mu się nadrobić zaległości w nauce, ale jego przyszłość jest zagrożona.

Nasze i tak już znacznie zmniejszone dochody, wynikające z niemożności pracy jak wcześniej – z powodu zimna, przytłaczającego stresu i problemów zdrowotnych, które u mnie się pojawiły – są wydawane na jedzenie, wodę i, w pewnym stopniu, na spłatę części naszych kredytów. W tej sytuacji byliśmy zmuszeni sprzedać część naszych rzeczy, aby przetrwać.

Mój mąż, który zawsze kochał swoje akwariowe rybki i był z nich bardzo dumny, podjął bolesną decyzję o rozstaniu się z nimi. Nie mógł już się nimi opiekować, ponieważ warunki w domu uniemożliwiły mu uprawianie tego hobby. Rybki były jego pasją przez wiele lat, ale musiały odejść – to kolejne poświęcenie na długiej liście kompromisów, na które godziliśmy się, aby jakoś przetrwać... Jego ukochane hobby jest teraz tylko odległym wspomnieniem.

Doszliśmy do punktu krytycznego. Obciążenia finansowe nas przytłaczają i nie jesteśmy już w stanie nadążyć. Nasz prawnik domaga się pozostałej części honorarium, a my wciąż mamy rosnące koszty sądowe, na które nie możemy sobie pozwolić. Co więcej, kredytodawcy, od których zaciągnęliśmy pożyczki, aby kontynuować tę walkę, grożą nam teraz podjęciem kroków prawnych z powodu zaległych płatności.

Jesteśmy wyczerpani, zarówno psychicznie, jak i fizycznie, a każdy dzień wydaje się nową walką. Środki, które nam pozostały, nie wystarczają nawet na pokrycie naszych najbardziej podstawowych potrzeb i nie stać nas na kontynuowanie tej walki bez pomocy.

Dlatego zwracamy się do Państwa z prośbą o wszelką pomoc finansową, jaką mogą Państwo nam zapewnić, aby pomóc nam przetrwać ten niezwykle trudny okres. Każda darowizna, bez względu na to, jak niewielka, zostanie przeznaczona bezpośrednio na pokrycie kosztów obsługi prawnej, kosztów sądowych, zakupu nowego kabla elektrycznego na nazwisko naszych sąsiadów, abyśmy mogli przetrwać tę zimę, oraz na pomoc w utrzymaniu się na powierzchni, dopóki nie staną na nogi.

Jesteśmy głęboko wdzięczni za Państwa wsparcie, a Państwa hojność będzie dla nas ogromną różnicą. 

Dziękujemy za poświęcenie czasu na przeczytanie naszej historii i za pomoc w dalszej walce o lepszą przyszłość.


Zobowiązujemy się, że wszelkie otrzymane środki zostaną przeznaczone wyłącznie na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a każdy dolar powyżej kwoty niezbędnej do tego celu zostanie przekazany na pomoc innym potrzebującym. Ponadto, gdy sprawa sądowa zostanie rozstrzygnięta i odzyskamy nasze środki zainwestowane w nieruchomość, zobowiązujemy się przekazać znaczną część tej kwoty osobom i rodzinom w potrzebie.

Oferty/licytacje

Kupuj, Wspieraj, Sprzedawaj, Dodawaj.

Kupuj, Wspieraj, Sprzedawaj, Dodawaj. Czytaj więcej

Ta zrzutka nie ma jeszcze żadnych ofert/licytacji.

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez