id: uhxha8

Pomóżmy Evelinie, mamie dwójki dzieci, stanąć na nogi

Pomóżmy Evelinie, mamie dwójki dzieci, stanąć na nogi

 
Evelina Valuckienė

LT

Oryginalny Litewski tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny litewski tekst

Oryginalny Litewski tekst przetłumaczony na Polski

Pokaż oryginalny litewski tekst

Aktualności1

  • W 2026 r. zastosowano kolejną metodę leczenia, która powinna pomóc w powrocie do zdrowia. W związku z tym konieczna będzie dodatkowa fizjoterapia.

    W 2026 r. zastosowano kolejne leczenie, które powinno pomóc w powrocie do zdrowia. W związku z tym konieczna będzie fizjoterapia.

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.

Opis zrzutki

W językach EN i LT ❤️

Po prostu udostępnij, nic to nie kosztuje ❤️ AČIŪ ❤️


Moja historia


W styczniu 2025 roku moje dzieci zachorowały na ospę wietrzną, potem mój mąż, a na końcu ja. To była moja druga ospa wietrzna (pierwsza była w pierwszej klasie). W trakcie choroby nie miałam ani gorączki, ani silnej wysypki, ale ten epizod zmienił moje życie...


22 lutego obudziłam się z silnym bólem głowy, podobnym do silnej migreny, i czułam się ogólnie osłabiona. Wezwałam karetkę; podali mi leki na miejscu i zabrali mnie na oddział ratunkowy szpitala w Vilkaviškis (w tym czasie moja ospa wietrzna już dobiegała końca). Cała drżałam z zimna, bolała mnie szyja i nie mogłam przestać. W międzyczasie podeszła do mnie dyżurująca pielęgniarka i powiedziała, że jej zdaniem wygląda to na atak paniki. Nigdy wcześniej nie słyszałam o czymś takim, ale zgodziłam się z opinią specjalistki, zwłaszcza wiedząc, że w tamtym czasie byłam pod ogromną presją w pracy. Po zakończeniu kroplówki i ustąpieniu drżenia wysłano mnie do domu.

Ponieważ temperatura mi wzrosła, zalecono mi paracetamol i ibuprofen. Ból pozostał, ale był łagodny i dało się go znieść; jednak gdy nadszedł poranek, powrócił potworny ból. Wzięłam leki i ból ustąpił. Na chwilę wszystko się uspokoiło, pozostało tylko lekkie drżenie.


4 marca był dla mnie dniem przełomowym. Dzień wcześniej czułam lekki ból w podbrzuszu, ale nie przywiązywałam do tego wagi i poszłam spać. Rano obudził mnie potworny ból w podbrzuszu – trudno mi było nawet usiąść. Nie czekając, udałam się do przychodni do mojego lekarza rodzinnego w Wilkawiškis. Tam otrzymałam skierowanie do ginekologa i chirurga (na badanie USG), a kiedy nic nie znaleźli, przyjęto mnie na oddział ratunkowy w szpitalu w Vilkaviškis. Podano mi kroplówkę i środki przeciwbólowe, a pielęgniarka ponownie stwierdziła, że mam atak paniki, ponieważ nic nie znaleźli. Po zabiegu wysłano mnie do domu, ale kiedy wróciłam wieczorem, czułam się bardzo źle; zaczęłam odczuwać ból w plecach między łopatkami a podstawą szyi i czułam się osłabiona. Chciałam się wysikać, ale nie mogłam, i wtedy zaczęłam naprawdę panikować. Dzięki Bogu mój mąż był przy mnie; pomógł mi dostać się do łazienki. Później, gdy moje ciało szybko zaczęło słabnąć, poczułam, jak siła opuszcza moje nogi: najpierw lewą, a wkrótce potem prawą. Po upadku ledwo udało mi się wstać, a zanim dotarłam do łóżka w sypialni, nogi całkowicie mi odmówiły posłuszeństwa. Nie zwlekając, zadzwoniłam do mamy (mojej przybranej matki), powiedziałam jej, że czuję się bardzo źle, a kiedy przyjechała z butelką waleriany (myślała, że czuję się słabo ze stresu), nie pozostało nic innego, jak wezwać karetkę. Zabrano mnie do Centrum Zdrowia Publicznego w Wilkawiskis, na oddział ratunkowy, gdzie, czekając na decyzję, straciłam siły również w rękach; wtedy postanowiono przetransportować mnie do Kliniki LSMU w Kownie.


O północy 5 marca byłam już w Klinice LSMU w Kownie i wtedy rozpoczęło się moje leczenie. Spędziłam 13 dni na oddziale intensywnej terapii, podłączona do aparatury. Przeprowadzono wiele badań, wykonano mi tracheostomię i założono sondę do karmienia. Kiedy się obudziłam, ledwo widziałam ludzi wokół mnie, ale wiedziałam, że to moi bliscy, rodzina i przyjaciele. Ostateczna diagnoza brzmiała:

•Zespół Guillain-Barrégo (nie wykluczony) G61.0

Schorzenia współistniejące i powikłania:

•Ostre rozsiane zapalenie mózgu i rdzenia (ADEM) G37.8 (zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego)

•Tetraplegia G82.33

•Gronkowcowe zapalenie płuc J15.2

•Ostra niewydolność płuc J96.09

•Zapalenie płuc (H. influenzae) J14

•Hipoproteinemia E44.0

•Ostra rozsiana demielinizacja, nieokreślona G36.9

•Oporność na penicylinę Z06.51

•Mielopatia w chorobach sklasyfikowanych gdzie indziej G99.2


Na oddziale intensywnej terapii otrzymałam leczenie, które pomogło mi zacząć wracać do zdrowia; ponownie nauczyłam się poruszać rękami, ale towarzyszył mi również ogromny ból, rozpacz i łzy. Mimo to personel był wspaniały; troszczyli się o mnie i opiekowali się mną, jakbym była członkiem rodziny. Później przeniesiono mnie na oddział neurologiczny w celu dalszego leczenia, które trwało 28 dni: tam nauczyłam się podnosić głowę i siadać. Nigdy nie zapomnę tych zawrotów głowy podczas siadania ani uczucia, że nie mam pod stopami żadnego podłoża, mimo że widziałam podłogę na własne oczy. Po leczeniu na oddziale neurologicznym przeniesiono mnie na oddział neurorehabilitacyjny RIII na 100 dni, z 14-dniowym przedłużeniem. Na tym oddziale uczyłam się wszystkiego od podstaw, jak dziecko: jak siadać, przewracać się, przesiadać się na wózek inwalidzki i uczyć się żyć inaczej. Cieszę się, że zawsze miałam przy sobie męża, moich dwóch synów (którzy zobaczyli mnie po długim czasie, kiedy już nabrałam sił) oraz innych bliskich, którzy byli przy mnie tak często, jak tylko mogli. Czytali mi książkę, której treść dała mi – nawet w moim bezradnym stanie – szczególną nadzieję, że wszystko jest możliwe, gdy wierzy się w siebie. Miałam też przy sobie moich najlepszych przyjaciół, którzy w wolnym czasie przychodzili, aby zabrać mnie na zewnątrz, odetchnąć tym cudownym świeżym powietrzem lub zjeść coś pysznego. Wsparcie i bliskość moich bliskich dały mi siłę do życia i pójścia naprzód.


11 sierpnia wróciłam do domu jako inna osoba – nie ta sama Evelina. Ta choroba radykalnie zmieniła moje dotychczasowe życie. W pierwszych dniach – a raczej miesiącach – strasznie ciężko mi było pogodzić się z tym, że nie mogłam być tą samą osobą, którą byłam wcześniej, tą, która zajmowała się wszystkimi obowiązkami domowymi, miała pracę, którą kochała, kochała sport i po prostu kochała życie.

Chodziłam z podniesioną głową, bo jak na kogoś, kogo miotały burze życia, osiągnęłam całkiem sporo. Cierpiałam od urodzenia, bo urodziłam się w bardzo biednej rodzinie; Dorastałam w rodzinie zastępczej, ale później znalazłam matkę, którą zesłało mi życie, znalazłam partnera i teraz mam dwóch wspaniałych synów. Pracowałam w branży, którą kochałam najbardziej – byłam fryzjerką, kolorystką i specjalistką od przedłużania włosów. Miałam i nadal mam wspaniałych przyjaciół oraz życie pełne sportu i aktywności.


Nigdy nie myślałam, że będę musiała prosić o pomoc, ale tym razem naprawdę jej potrzebuję, bo moje ciało zaczyna nabierać sił. Kiedy w tym roku wróciłam na kolejną rundę rehabilitacji RIII, postawiłam pierwsze małe kroki, ale otrzymałam tylko 24 dni leczenia, po których muszę dalej ciężko pracować. Oczywiście nie siedzę bezczynnie w domu: razem z mężem dużo pracujemy, co było wyraźnie widać, kiedy przyjechałam na rehabilitację. Jednak w tym roku nie będę miała kolejnego kursu, a specjaliści rehabilitacji są w Kownie, więc potrzebuję Waszej pomocy. Ze względu na obecną sytuację ani ja, ani mój mąż nie pracujemy (ponieważ on się mną opiekuje), więc nasze finanse są w tej chwili bardzo ograniczone. Właśnie dlatego postanowiłam założyć ten fundusz darowizn, dzięki któremu, z Państwa pomocą, mam nadzieję na kontynuację leczenia, powrót do zdrowia i ponowne chodzenie. Pieniądze są potrzebne na środki wspomagające poruszanie się, wizyty u fizjoterapeuty, terapię ruchową, leki i wiele innych rzeczy.


Poradzono mi, abym założyła własną organizację charytatywną i fundusz wsparcia, ponieważ postępy są ogromne i obiecujące. Dlatego obecnie znajduję się na rozdrożu w moim życiu i proszę Was o pomoc.


Możecie mi pomóc, udostępniając moją historię lub dokonując przelewu bankowego:

(Nazwa), „Labdaros ir paramos fondas Evelinos kelias”

Numer konta bankowego: LT737300010202120552

Bank: Swedbank

BIC/SWIFT: HABALT22

Tytuł przelewu: Darowizna

PayPal: @EvelinaValuckiene


Ogromne podziękowania dla wszystkich, którzy wsparli mnie finansowo i udostępnili moją historię, bo wierzę, że dobre uczynki się zwracają.❤️



Moja historia


W styczniu 2025 roku moje dzieci zachorowały na ospę wietrzną, później mój mąż, a na końcu ja. To był drugi raz, kiedy zachorowałam na ospę wietrzną (pierwszy raz przeszłam ją w pierwszej klasie). W trakcie choroby nie miałam ani gorączki, ani wielu wysypek, ale choroba ta była dla mnie fatalna...


22 lutego obudziłam się z ogromnym bólem głowy, przypominającym silną migrenę, i ogólnym osłabieniem. Wezwałam pogotowie, na miejscu podano mi leki i przewieziono do szpitala w Vilkaviškis, na oddział przyjęć i pomocy doraźnej (w tym czasie moja ospa wietrzna dobiegała już końca). Cała drżałam z zimna, bolała mnie szyja i nie mogłam się uspokoić. W międzyczasie przyszła dyżurująca pielęgniarka i powiedziała, że jej to przypomina atak paniki. O czymś takim słyszałam po raz pierwszy, ale zgodziłam się z opinią specjalisty, zwłaszcza wiedząc, że w tamtym czasie przeżywałam wiele stresu w pracy. Po zakończeniu kroplówki i ustąpieniu drżenia wypisano mnie do domu.


W związku z podwyższoną temperaturą zalecono mi paracetamol i ibuprofen. Bóle pozostały, ale były niewielkie i dało się z nimi żyć, jednak wraz z nadejściem nowego poranka – znowu pojawił się potworny ból. Wypiłam leki, ból ustąpił. Na jakiś czas wszystko się uspokoiło, pozostały tylko dreszcze...


4 marca był dla mnie przełomowy dzień. Poprzedniego dnia czułam ból w dolnej części brzucha, ale nie przywiązywałam do tego wagi i poszłam spać, a rano obudził mnie potworny ból w dolnej części brzucha, trudno mi było nawet usiąść. Nie czekając, pojechałam do przychodni do lekarza rodzinnego w Wilkawisk, tam otrzymałam skierowanie do ginekologa i chirurga (na badanie USG), a gdy nic nie znaleźli, przyjęto mnie do szpitala w Wilkawisk, na oddział przyjęć i pomocy doraźnej. Podano mi kroplówkę, środki przeciwbólowe, a pielęgniarka ponownie stwierdziła, że nastąpi atak paniki, ponieważ nic nie wykryto. Po zabiegu wypisano mnie do domu, ale po powrocie wieczorem poczułam się bardzo źle, zaczęło boleć mnie w okolicy pleców między łopatkami a karkiem, osłabłam. Chciałam się wysikać, ale nie mogłam, i wtedy zaczęłam naprawdę panikować. Dziękuję Bogu, że obok mnie był mój mąż; pomógł mi dojść do toalety. Później, gdy szybko zaczęłam tracić siły, poczułam, że z nóg znika mi siła: najpierw z lewej, a wkrótce potem z prawej. Upadłam, ledwo wstałam, a gdy dotarłam do łóżka w sypialni, całkowicie straciłam siłę w nogach. Nie czekając ani chwili, zadzwoniłam do mamy (opiekunki), powiedziałam, że bardzo źle się czuję, a kiedy przyjechała z butelką walerianu (myślała, że osłabłam ze stresu), nie pozostało nic innego, jak wezwać pogotowie. Zabrano mnie do szpitala w Vilkaviškis, na oddział przyjęć i pomocy doraźnej, gdzie czekając na decyzję, straciłam siłę w rękach, a następnie postanowiono przewieźć mnie do LSMUL KK.


5 marca o północy byłam już w LSMUL KK (klinikach w Kownie) i wtedy rozpoczęło się całe moje leczenie. Przez 13 dni leżałam na oddziale intensywnej terapii, podłączona do aparatury. Przeprowadzono wiele badań, wykonano tracheostomię, założono sondę. Po przebudzeniu z trudem widziałam ludzi, ale wiedziałam, że to moi bliscy, rodzina i przyjaciele. Ostatecznie postawiono diagnozę:

•Zespół Guillain-Barré (nie wykluczony) G61.0

Choroby współistniejące i powikłania:

•Ostre rozsiane zapalenie mózgu i rdzenia (ADEM) G37.8 (zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego)

•Tetraplegia G82.33

•Zapalenie płuc wywołane przez gronkowce J15.2

•Ostra niewydolność płuc J96.09

•Zapalenie płuc (H. influenzae) J14

•Hipoproteinemia E44.0

•Ostra rozproszona demielinizacja, nieokreślona G36.9

•Oporność na penicyliny Z06.51

•Mielopatia w przebiegu chorób sklasyfikowanych gdzie indziej G99.2


Na oddziale intensywnej terapii otrzymałam leczenie, dzięki któremu zaczęłam wracać do zdrowia, na nowo uczyłam się poruszać rękami, ale towarzyszyło mi to również wiele bólu, rozpaczy i łez. Jednak personel był wspaniały, troszczył się o mnie i opiekował się mną jak bliską osobą. Później przeniesiono mnie na oddział neurologiczny w celu dalszego leczenia, które trwało 28 dni: tam uczyłam się trzymać głowę i siedzieć. Nigdy nie zapomnę tego zawrotu głowy po siedzeniu lub opuszczeniu nóg, kiedy nie czułam pod nimi podłoża, chociaż oczami widziałam podłogę pod stopami. Po leczeniu na oddziale neurologicznym przeniesiono mnie na oddział neurorehabilitacji RIII na 100 dni z przedłużeniem o 14 dni; na tym oddziale uczyłam się wszystkiego od zera, jak niemowlę: siadać, przewracać się, przesiadać się do wózka inwalidzkiego, uczyć się żyć inaczej. Cieszę się, że zawsze miałam przy sobie męża, dwoje dzieci (którzy zobaczyli mnie po długim czasie, kiedy nabrałam sił) oraz innych bliskich, którzy byli ze mną, jak tylko mogli, i czytali mi książkę, której treść dawała mi szczególną nadzieję, że wszystko jest możliwe, gdy wierzy się w siebie. Miałam też przy sobie moje najlepsze przyjaciółki, które przyjeżdżały w wolnym czasie, aby zabrać mnie na zewnątrz, wdychać ten cudowny powiew świeżego powietrza lub zjeść coś pysznego. Wsparcie i bliskość moich bliskich dały mi siłę do życia i pchania się do przodu.


11 sierpnia wróciłam do domu jako inna osoba, nie ta sama Evelina. Ta choroba radykalnie zmieniła moje dotychczasowe życie. W pierwszych dniach, a może raczej miesiącach, było mi strasznie ciężko, że nie mogę być tą, którą byłam wcześniej, która zajmowała się wszystkimi sprawami domowymi, miała ukochaną pracę, kochała sport, po prostu kochała życie.

Szłam z podniesioną głową, bo jak na kogoś, kogo życie tak mocno poturbowało, osiągnęłam całkiem sporo. Od urodzenia cierpiałam, ponieważ urodziłam się w bardzo ubogiej rodzinie, dorastałam w domu dziecka, później znalazłam mamę, którą zesłało mi życie, znalazłam swoją drugą połówkę, mam dwóch wspaniałych synów. Pracowałam w zawodzie, który kochałam najbardziej – byłam fryzjerką, kolorystką, specjalistką od przedłużania włosów, miałam i mam wspaniałe przyjaciółki, uprawiałam sport i prowadziłam aktywne życie.


Nie sądziłam, że kiedyś będę musiała prosić o pomoc, ale tym razem naprawdę jej bardzo potrzebuję, ponieważ moje ciało zaczyna się wzmacniać. W tym roku, po powrocie na kolejną rehabilitację RIII, postawiłam swoje pierwsze małe kroki, ale rehabilitację otrzymałam tylko na 24 dni, po których konieczna jest intensywna praca. Oczywiście nie siedzę bezczynnie w domu: razem z mężem dużo pracujemy, co było wyraźnie widoczne po przyjeździe na rehabilitację. Jednak w tym roku nie otrzymam jej ponownie, a rehabilitanci są w Kownie, więc potrzebuję Państwa pomocy. Z powodu zaistniałej sytuacji ani ja, ani mój mąż nie pracujemy (ponieważ on się mną opiekuje), więc nasze finanse są obecnie bardzo skromne. Właśnie dlatego postanowiłam założyć fundusz charytatywny i pomocowy, dzięki któremu, z Państwa pomocą, mam nadzieję kontynuować leczenie, wyzdrowieć i chodzić. Pieniądze są potrzebne na środki transportu, wizyty u fizjoterapeuty, terapię ruchową, leki i wiele innych rzeczy.

Otrzymałam radę, aby założyć własny fundusz charytatywny i pomocowy, ponieważ postępy są duże i obiecujące. Dlatego obecnie znajduję się na rozdrożu życia i proszę Państwa o pomoc.

Możecie mi pomóc, udostępniając moją historię lub dokonując przelewu bankowego:

(Imię i nazwisko), Fundusz Charytatywny i Pomocowy „Evelinos kelias”

Nr konta: LT737300010202120552

Bank: Swedbank

BIC/SWIFT: HABALT22

Tytuł przelewu: Wsparcie

PayPal: @EvelinaValuckiene

Czy przeznaczyć 1,2% podatku dochodowego (kod 307642544)


Ogromne podziękowania dla wszystkich, którzy wsparli mnie finansowo lub udostępnili moją historię, bo wierzę, że dobro wraca dobrem.❤️


#lithuania #lietuva #ADEM #EncefalomielitisADEM #encefalomielitas

Lokalizacja

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez