Pomogłem wielu zwierzętom; teraz potrzebuję Twojej pomocy.
Pomogłem wielu zwierzętom; teraz potrzebuję Twojej pomocy.
Oryginalny Angielski tekst przetłumaczony na Polski
Oryginalny Angielski tekst przetłumaczony na Polski
Opis zrzutki
Cześć,
nazywam się Kasia. Od prawie 10 lat jestem wolontariuszką w schronisku dla zwierząt. Od 2016 roku prowadzę również dom tymczasowy, uratowałam dziesiątki chorych i przestraszonych zwierząt oraz udało mi się im pomóc i znaleźć dla nich wspaniałe, stałe domy.
Zajmowałam się wszystkim – od wyprowadzania i opieki nad bezdomnymi zwierzętami, karmienia osieroconych kociąt i szczeniąt, po robienie zdjęć, kręcenie filmów, prowadzenie mediów społecznościowych, organizowanie wydarzeń i inicjatyw charytatywnych, a nawet projektowanie gadżetów. Nigdy nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę prosić nieznajomych o pomoc, i jest mi to trudne.
CO SIĘ WYDARZYŁO
Wiele lat temu adoptowałam trzy koty – Felek, Pysio i Szprotek. Już wtedy byłam wolontariuszką. W ciągu kolejnych kilku lat dołączyły do nich cztery kolejne. Tycia, Kalka i Bobini zamieszkały z nami w naszym domu zastępczym, a Psotkę przyjęliśmy od członków rodziny, aby zabrać ją do weterynarza z powodu złamanej nogi.
Dwa lata temu w naszym domu tymczasowym znalazły się dwa psy – Orzech i Kluska. Po wyzdrowieniu Orzecha spędziliśmy prawie dwa lata, szukając dla niego domu wszelkimi możliwymi sposobami – bezskutecznie.
Uratowałam Kluskę z patologicznych warunków. Przez wiele lat mieszkała na opuszczonej posesji, nie może chodzić z powodu złamań, skręceń i zwyrodnień nóg, została postrzelona, musiała przejść kilka operacji z powodu raka i problemów z tchawicą. Jest również prawie ślepa, ma bardzo słaby słuch i problemy z sercem. Klusia cieszy się życiem, ale wymaga stałego leczenia i znacznych środków finansowych.
Z pewnością miałabym inne podejście do finansowej strony pomocy Klusi i Orzechowi, gdyby nie fakt, że byli oni pod opieką finansową pewnej organizacji zajmującej się dobrostanem zwierząt – po prostu nie byłoby nas na to stać.
Niestety, jakiś czas temu otrzymałam informację, że muszę oddać psy do schroniska, ponieważ organizacja zmieniła zdanie i nie będzie już zapewniać dla nich żadnych środków. Oczywiście nie wchodziło to w grę, więc zostaliśmy zmuszeni do ich adopcji. Z dnia na dzień nasz i tak już napięty budżet domowy został obciążony ogromnymi miesięcznymi kosztami na jedzenie, leki, pieluchy i liczne wizyty u weterynarza.
OSTATNIE KILKA MIESIĘCY
Musieliśmy jakoś sobie radzić, ale los postanowił, że ostatnie kilka miesięcy przytłoczy nas finansowo.
Najpierw była pilna operacja ratująca naszego kota Felka, potem Klusia nagle zaczęła się dusić i również spędziła kilka dni w szpitalu. W końcu Orzech przeszedł długotrwałe leczenie z powodu nieznanej choroby przenoszonej przez kleszcze (mimo że był zabezpieczony przed kleszczami). Potem Felek przeszedł kolejną operację, która również uratowała mu życie. Spędził trochę czasu w szpitalu na dodatkowych badaniach i dla lepszego wyzdrowienia. Niedługo potem Klusia musiała dwa razy jechać na nocną pogotowie weterynaryjne i spędziła dzień w szpitalu. Do dziś jest na lekach. Teraz Bobini czeka na operację oczu, z którymi ma problemy od urodzenia. Przechodzi również ciągłe leczenie powikłań po wirusie, na który zachorował jako kociak.
NA CO ZBIERAMY PIENIĄDZE
Nasz budżet nie jest zbyt duży, cierpię na przewlekłą chorobę, a kilka lat temu spędziłam dwa lata na zwolnieniu lekarskim bez pracy, czego konsekwencje odczuwamy do dziś. Oczywiście obecnie pracuję, ale ze względu na stan zdrowia nie jest to zbyt dobrze płatna praca.
Nasze podstawowe wydatki są wysokie; tylko na karmę dla zwierząt wydajemy ponad 1500 zł miesięcznie. Do tego dochodzą znaczne koszty leków, wizyt u weterynarza i pieluch dla Klusi.
Kiedy adoptowaliśmy koty, nasza sytuacja finansowa i zdrowotna wyglądała inaczej, ale teraz niestety wszystko się zmieniło. Trudno nam przetrwać każdy miesiąc.
W ostatnich miesiącach musieliśmy zaciągnąć pożyczki, aby opłacić leczenie. Chcielibyśmy je spłacić, ponieważ trudno nam jednocześnie spłacać raty za nie, za inne pożyczki i pokrywać wszystkie koszty utrzymania. Jeśli uda nam się zebrać więcej, chcielibyśmy pokryć koszty pozostałych zabiegów pooperacyjnych i być może kupić im karmę, dopóki nie staną na nogi finansowo.
Nie potrafię wyrazić, jak bardzo wstydzimy się prosić o pomoc, a jednocześnie jak bardzo bylibyśmy wdzięczni za każdą darowiznę, bez względu na to, jak niewielka, lub za udostępnienie tego posta.
Chcę nadal pomagać zwierzętom, poświęcając im cały swój czas i serce jako ratowniczka, wolontariuszka i opiekunka. Mogę to zagwarantować każdemu, kto przekaże darowiznę.
Kasia